sobota, 18 kwietnia 2015

Zmiany w przyszłym sezonie PlusLigi!; Karol Kłos kapitanem reprezentacji Polski mężczyzn

Cześć kochani!

Niestety miałam ogromnie długą przerwę w pisaniu, ale przepraszam Was za to bardzo! Ten weekend nie należy do najlepszych, bo mam 2 kolokwia i od świąt kuje jak głupia. Jestem już po jednym i stwierdzam, że nie ogarniam. Jutro też jest i to gorszy (chyba?!). Ale już powoli wracam. wiem, ze PlusLiga zbliża się ku końcowi oraz Puchar Polski właśnie jest rozgrywany, lecz tym zajmę się w kolejnym poście. Teraz głównie o znacznych zmianach w PlusLidze na przyszły sezon oraz o naszym nowym kapitanie reprezentacji Polski mężczyzn!

'Zapraszam!

Zmiany w PlusLidze!

Dla dobra reprezentacji Polski PlusLiga musi być skrócona. Pytanie jak? - zastanawiają się dziennikarze "Przeglądu Sportowego".

Eksperci, zawodnicy i trenerzy są zgodni – w sezonie olimpijskim trzeba zmienić formułę PlusLigi. Obecna jest nie do zaakceptowania i to z kilku powodów. Po pierwsze, będzie za mało czasu na rozegranie 26 kolejek rundy zasadniczej i trzech pełnych rund play-off. Po drugie, trzeba pomyśleć o zdrowiu i formie reprezentantów kraju, którzy już teraz ledwie zipią. Nie mieli czasu na odpoczynek i odnowę biologiczną po mistrzostwach świata, ani w trakcie sezonu ligowego. Tegoroczna PlusLiga pędziła przecież na złamanie karku w tempie TGV. A na przystanki nie ma czasu, bo już w maju reprezentacja Polski rozegra pierwsze mecze Ligi Światowej. Prawdopodobnie w rezerwowym składzie, bo selekcjoner Stephane Antiga najbardziej zmęczonym graczom musi dać choćby kilkanaście dni wolnego.
– Kiedy odpoczną jeśli nie teraz? Później będzie jeszcze gorzej, bo czekają nas kwalifikacje do igrzysk olimpijskich, rozpoczynające się od wrześniowego Pucharu Świata – mówi trener.

Właśnie ze względu na kwalifikacje do Rio, konieczna jest reforma rozgrywek ligowych. Być może daleko posunięta. Bez niej możemy zarżnąć kurę znoszącą złote jajka, czyli reprezentację Polski.

Zdają sobie z tego sprawę działacze klubów PlusLigi, którzy przygotowali swoje projekty rozgrywek. Różnorodność jest duża. PGE Skra Bełchatów zaproponowała podzielenie ligi – wzorem rosyjskim – na dwie grupy. Lotos Trefl Gdańsk chciałby, żeby zamiast rywalizacji do pięciu zwycięstw wprowadzono jednodniowy finał, tak jak kilka lat temu we Włoszech. ZAKSA proponuje rozegranie meczu o Superpuchar w ramach spotkania ligowego i przyznanie triumfatorowi rundy zasadniczej miejsca w Lidze Mistrzów.

Kluby proponują skrócenie fazy play-off, padają także propozycje zmniejszenia liczby zespołów z 14 do 12. Była także propozycja, by zamiast play-off rozegrano trzy turnieje z udziałem czterech najlepszych drużyn. – Rozwiązań jest wiele. Zapewniam, że zrobimy wszystko, żeby pogodzić interesy PlusLigi z potrzebami reprezentacji Polski – zapewnia prezes PlusLigi Jacek Kasprzyk. Zarząd PLPS już przygotował swój wstępny projekt, który przedstawi klubom w piątek w Gdańsku przed turniejem finałowym Pucharu Polski. W dyskusji ma narodzić się idealny system.

Na razie wiadomo już jednak, że liga nie zostanie powiększona, ani zmniejszona, a runda zasadnicza będzie rozgrywana według systemu, który obowiązywał w tym sezonie. Każdy z 14 zespołów rozegra więc po 26 meczów. – Wolnych terminów będziemy szukać w play-off – mówi Kasprzyk. W jaki sposób? Najbardziej prawdopodobne jest zlikwidowanie ćwierćfinałów (po rundzie zasadniczej odbywałyby się od razu półfinały) lub rozgrywanie ich w formule mecz i rewanż plus złoty set. Półfinały i finał będą rozgrywane systemem 2–2–1, czyli dwa pierwsze spotkania odbywałyby się w hali wyżej sklasyfikowanego zespołu po rundzie zasadniczej. Zmieni się także formuła Pucharu Polski, ale na razie nie wiadomo w jaki sposób.

Rozgrywki rozpoczną się 30 października kilka dni po mistrzostwach Europy, a zakończą 30 kwietnia przed majowymi interkontynentalnymi turniejami kwalifikacyjnymi. W styczniu będzie przerwa na europejski turniej kwalifikacyjny. Nawet jeśli Polska zapewni sobie awans do Rio do Janeiro w Pucharze Świata, kluby będą musiały zwolnić reprezentantów innych krajów. Ponieważ w terminarzu trzeba jeszcze zmieścić europejskie puchary, ułożenie dobrego planu przypomina rozwiązywanie równania z wieloma niewiadomymi. Oby tylko wynikiem nie był brak olimpijskiej kwalifikacji dla reprezentacji Polski. To byłaby katastrofa także dla klubów.

Propozycje Lotosu Trefla Gdańsk

Klub z Gdańska przygotował dwie propozycje systemu na sezon 2015/16. Pierwszy zakłada zmniejszenie liczby zespołów do 12 – wtedy runda zasadnicza zostaje bez zmian (każdy z każdym, mecz i rewanż). Ćwierćfinały do dwóch zwycięstw, półfinał i finał do trzech. Zespoły z miejsc 9–12 rozgrywają grają systemem mecz i rewanż plus ewentualny złoty set. Drugi wariant zakłada pozostawienie 14 zespołów i takiej samej rundy zasadniczej. Jednak ćwierćfinały oraz półfinały byłyby grane do dwóch wygranych meczów. Największa nowość dotyczy finału. Lotos Trefl proponuje jeden mecz finałowy na wzór ligi brazylijskiej lub wcześniej włoskiej. Zespoły z miejsc 9–14 grają dwumecze (plus ew. złoty set). Według tego projektu liga startowałaby 31 października i trwała do 30 kwietnia, ze styczniową przerwą na turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Rio. Nowością jest także pomysł rozegrania turnieju finałowego Pucharu Polski z udziałem ośmiu zespołów (luty 2016). We wtorek i środę byłby ćwierćfinały, a w weekend półfinały i finał. Zespoły z miejsc 1–6 po pierwszej części rundy zasadniczej PlusLigi miałby automatyczny awans do turnieju finałowego Pucharu Polski. Zespoły z niższych miejsc musiałby walczyć z drużynami z niższych ligi wyłonionymi we wstępnej fazie Pucharu Polski. Dodatkowo Lotos – podobnie jak większość klubów – chce wprowadzenia tzw. dżokera medycznego. Po zamknięciu okienka transferowego, w przypadku kontuzji zawodnika, wykluczającej go do końca sezonu, byłaby możliwość podpisania kontraktu z nowym siatkarzem.

Propozycja PGE Skry Bełchatów

System zaproponowany przez bełchatowian jest najbardziej nowatorski, bo mistrzowie Polski chcą podzielić PlusLigę na dwie siedmiozespołowe grupy (czerwona i niebieska). Ich skład miałby być losowany, a drużyny zostałyby rozstawione według miejsc zajętych w obecnym sezonie. W grupie każdy zespół rozegrałby mecz i rewanż (12 spotkań), przy czym w każdej kolejce jeden zespół musiałby pauzować. W drugiej części sezonu zespoły z grupy niebieskiej rozgrywałyby po jednym meczu z każdą drużyna z grupy czerwonej (po 7 meczów). Najlepsze ekipy po tej fazie walczyłyby w play-off o mistrzostwo Polski. Dwie pierwsze drużyny zostałby zwolnione z gry w ćwierćfinałach. O prawo walki w półfinale zmierzyłyby się drużyny z z miejsc 3–6. Ćwierćfinały byłby rozgrywane do dwóch zwycięstw, półfinały i finały do trzech. Oszczędność byłaby duża – zamiast 26 meczów fazy zasadniczej każda drużyna rozgrywałaby tylko po 19. W play-off byłoby bez zmian – maksymalnie 13 spotkań. Do Pucharu Polski zakwalifikowałyby się po cztery najlepsze ekipy z obu grup, po rundzie zasadniczej (czyli przed rundą grania na krzyż).

Szefowie PlusLigi chcą ograniczyć zmiany do minimum i pozostawić rundę zasadniczą rozgrywek w takiej samej formule, jak obecnie. 14 zespołów walczyłoby w 26 kolejkach systemem środa/sobota. Krótszy byłby za to play-off. Są dwie opcje – jedna zakłada rezygnację z ćwierćfinałów, druga rozgrywanie w 1/4 tylko dwóch meczów i ewentualnie złotego seta. Półfinały i finał pozostałyby bez zmian. Zmieniłaby się tylko kolejność rozgrywania spotkań. Obecnie drużyny tracą sporo czasu na podróże z miasta do miasta, bo obowiązuje formuła 1–1–1–1–1.

Władze PlusLigi nie zaakceptowały podziału ligi na dwie grupy, nie są także zwolennikiem jednodniowego finału, by nie pozbawiać klubów wpływów z biletów i nie ograniczać wielkich emocji do jednego dnia. Trwają pracę nad formułą Pucharu Polski. Jedna z opcji zakłada turniej finałowy z udziałem ośmiu zespołów, rozgrywany w styczniu podczas trwania europejskiego turnieju kwalifikacyjnego do Rio de Janeiro. Zespoły wystąpiłyby w tej imprezie bez kadrowiczów. PlusLiga opowiada się także za wprowadzeniem dżokera medycznego oraz rozszerzeniem meczowych składów do 14 zawodników.

Karol Kłos kapitanem!

Karol Kłos będzie najprawdopodobniej nowym kapitanem reprezentacji Polski siatkarzy. To zaskakująca nominacja, bo środkowy Skry Bełchatów w kadrze tak naprawdę gra regularnie dopiero od zeszłego roku.

Michał Winiarski stracił opaskę kapitańską, ponieważ zrezygnował z występów w drużynie narodowej po mistrzostwach świata.

31-latek miał przekazać ją oficjalne podczas finałowego turnieju o Puchar Polski. Konferencja w ostatniej chwili została odwołana.

"Dowiedzieliśmy się jednak, że Stephane Antiga desygnował na kapitana Kłosa" - podaje portal lodz.sport.pl.

źródła: sport.wp.pl/ eurosport.onet.pl

wtorek, 7 kwietnia 2015

Grzegorz Bociek - wygrać z rakiem - wywiad

 Hej kochani!

Dzisiaj posta oddaje w pełni wspaniałemu Grzegorzowi Boćkowi, który walecznie pokonał raka i otrzymał powołanie od kadry od trenera Stephana Antigi.
Warto przeczytać, o zawodnik potrafi nastawić pozytywnie do życia!


Tuż przed Wielkanocą dostał pan informację, że pokonał nowotwór układu limfatycznego. To był pewnie jeden z najlepszych dni w pana życiu? 

Na pewno. Jak się dowiedziałem, to najpierw się poryczałem, a potem obdzwoniłem wszystkich. Cieszyłem się bardzo. Ale zanim dostałem te dobre wieści, było sporo stresu. Po pierwszym cyklu chemii, a miałem ich w sumie sześć, okazało się, że działa ona bardzo dobrze na ten rodzaj nowotworu. Kolejne wyniki, robione w Opolu, gdzie się leczyłem, też dawały nadzieję, że będzie dobrze. A mimo to, jak doszło do ostatecznych badań, to kołatało mi po głowie, że coś może wyjść nie tak i że na przykład trzeba będzie dołożyć jeszcze ze dwa cykle. Starałem się oczywiście myśleć pozytywnie, ale niepokój był. Kiedy okazało się, że się udało, byłem naprawdę szczęśliwy! 

To nie był koniec dobrych wieści. 2 kwietnia został pan też powołany przez Stephane'a Antigę do kadry. 

Tak naprawdę byłem cały czas w kontakcie z trenerem Antigą. Mocno mnie wspierał i zagrzewał do walki z chorobą. Mówił, że czeka na dobre wieści, że widzi mnie w swojej drużynie. To mi bardzo pomagało. Więc jak tylko dowiedziałem się, że wyniki są dobre, to zadzwoniłem również do niego. A chwilę później zobaczyłem w internecie, że dostałem powołanie. To było miłe zaskoczenie, bo mimo tych naszych rozmów myślałem, że może jednak postawić na innych zawodników. Bardzo cieszy, że trener wierzy we mnie. Myślę, że poznał mój waleczny charakter. Kiedyś już wracałem na parkiet po długiej kontuzji, gdy zerwałem wiązadła krzyżowe i byłem wyłączony z gry przez 8 miesięcy. Zresztą, gdy dowiedziałem się, że mam nowotwór, to też myślałem tylko o tym, żeby zwalczyć chorobę i grać. Byłem pewien, że gdy się uda wyzdrowieć, to wrócę do siatkówki. Wiedziałem i wiem nadal, że dam radę. Siatkówka to moje życie i wielka pasja. Jeśli będę z niej musiał kiedyś zrezygnować, to chyba tylko ze starości. Ale i wtedy trudno mnie będzie ściągnąć z boiska (śmiech). 


Co czuje młody 23-letni zawodnik u progu sportowej kariery, który – gdy zaczyna grać z orzełkiem na piersi w kadrze narodowej – dowiaduje się, że jest chory na raka? 

Na początku to do mnie nie docierało. Nie mogłem się z tym pogodzić. Ciągle zadawałem sobie pytania: dlaczego ja? Nie wiedziałem też, co to tak naprawdę znaczy. Mówiłem na przykład Sebastianowi Świderskiemu, że będę przyjmował chemię i grał, że dam radę. Ale chemia to coś naprawdę bardzo niszczącego organizm. Szybko się przekonałem, że jednak nie dam rady występować. Jak już to do mnie dotarło, to byłem bardzo wkurzony. Określałem to wtedy nawet ostrzej (śmiech). Ciągle powtarzałem sobie: za co? dlaczego ja? Z czasem stwierdziłem, że może to jakiś sprawdzian. Uznałem, że Pan Bóg specjalnie mnie wybrał, by na przykład dać nadzieję innym, że taką chorobę jak nowotwór w tych czasach da się zwalczyć. Nie można się tylko poddawać, nie można wątpić i bać się, że się umrze. Trzeba walczyć. W końcu podszedłem do tego jak do testu albo nauczki, z której mam wyciągnąć wnioski. Jak do sprawdzianu od Pana Boga. 

Moment, gdy ogłosił pan w październiku ub. roku w Kędzierzynie-Koźlu, że jest chory i zawiesza karierę, był sporym szokiem dla środowiska i fanów siatkówki. Jak pan ten moment pamięta? 

Najbardziej chyba pamiętam to, że gdy mieliśmy konferencję, na której powiedzieliśmy o mojej chorobie, to trudno mi to było wydusić z siebie tę informację. A chciałem o tym powiedzieć sam. Głos wiązł mi w gardle, myślałem, że nerwy puszczą i pojawią się łzy, a nie chciałem pokazać słabości. Chciałem być silny. Muszę też teraz przyznać, że jakiś czas ukrywaliśmy z klubem tę chorobę, by nie robić dużego zamieszania. Tym bardziej że w tamtym czasie miałem też zaplanowany swój ślub. I tak konferencja odbyła się bodaj dwa dni przed weselem. Moja żona uważała zresztą, że powinniśmy się jeszcze kilka dni wstrzymać, ale na szczęście nie było źle. 

Miał pan trudne momenty podczas leczenia - takie, gdy na przykład zastanawiał się, co dalej z graniem, z kadrą. 

O kadrze w ogóle wtedy nie myślałem. No bo w zasadzie jaki trener weźmie zawodnika, który kilka miesięcy nic nie robił (śmiech). Trudnych chwil nie było w zasadzie dużo. Najgorsze na pewno były pierwsze noce po kolejnych cyklach chemii. Wtedy było strasznie. Wymiotowałem i gorączkowałem. Było mi na przemian koszmarnie zimno i wchodziłem pod gorący prysznic, żeby się rozgrzać; a za chwilę miałem tak gorące stopy, że polewałem je lodowatą wodą. Ale zdarzyły się też dwa czy trzy cykle, które zniosłem bardzo dobrze. Czułem się po nich na tyle dobrze, że zaraz po przyjęciu chemii jechałem na mecz Zaksy. 

Sebastian Świderski mówił, że przychodził pan też na treningi – chodził, biegał, chciał grać. 

To prawda, strasznie mnie ciągnęło i nadal ciągnie do grania. Prosiłem Sebastiana, żeby mnie wpuszczał na boisko i dał poodbijać. Tylko po tych wszystkich chemiach piłka wydaje się strasznie twarda (śmiech). Ale siatkarskie ciała się do tego przyzwyczajają. Moje też na pewno szybko się znów przyzwyczai. 

Jaki pan ma plan na powrót? 

Plan jest taki, że od tygodnia po świętach mam indywidualnie pracować z naszym motorykiem Piotrem Pietrzakiem. Będziemy działać powoli. Pierwszy miesiąc to pewnie będą proste rzeczy, by delikatnie zacząć się ruszać i wzmocnić mięśnie. Potem zacznie się kadra. Mam nadzieję, że do tego czasu na sto procent będę mógł wejść w trening i porządnie się przygotowywać. Na pewno trzeba to też będzie robić z głową, by nie zdarzyła się żadna kontuzja. Po chemii mój organizm potrzebowałby więcej czasu na zaleczenie nawet drobnego urazu. 

Kończy się panu kontrakt w Zaksie Kędzierzyn-Koźle, w której jest pan od 2013 roku. Świderski, już jako dyrektor sportowy tego klubu mówi, że Zaksa chce pana zatrzymać. Zostanie pan w Kędzierzynie-Koźlu? 

Chciałbym temu klubowi dać z siebie tyle, ile oni dali mi w tym mijającym sezonie. A byli naprawdę jak rodzina. Dzięki nim miałem absolutny spokój psychiczny. Jeśli wstaje się rano, mając świadomość, że jest się chorym, a na koncie są pieniądze na zabezpieczenie bytu najbliższych, to daje to olbrzymi komfort. Wiedziałem, że dzięki temu moja żona nie musi iść do pracy, zwłaszcza, że pojawiło się dziecko, że nie musimy szukać pieniędzy na życie. Wspierał mnie zresztą nie tylko klub, ale też koledzy. Dzwonili, pytali jak się czuję, odwiedzali, wspierali, przychodzili na herbatkę. To było dla mnie bardzo ważne. Więc oczywiście, że chciałbym w drużynie zostać. Tym bardziej że to fajny klub - z historią i dużymi ambicjami. Skoro mówią, że chcieliby, żebym został, to rozumiem, że nie muszę szukać awaryjnego wyjścia (śmiech). Jeszcze oczywiście nie rozmawiałem z nikim o pozostaniu w Zaksie, ale też czekałem na te wyniki. Chciałem być wobec klubu uczciwy, wiedzieć, że jestem zdrowy. 

W ostatnim roku pokonał pan raka, został powołany do kadry, został tatą i mężem. Czego nauczył pana ten rok?  

No tak, moja mała córeczka coraz więcej już rozumie. Wstaje nawet w łóżeczku ze smokiem w buzi nad ranem i delikatnie nas budzi. To bardzo cieszy! A czego mnie ten rok nauczył? Teraz chyba jeszcze ciągle cieszę się dobrą nowiną, że to już koniec walki. Na pewno nauczył mnie pokory i podchodzenia do wielu spraw chłodniej. Choroba wzmocniła też mój charakter. 

Co by pan powiedział komuś młodemu, kto usłyszy diagnozę: rak. 

Że nie można się poddawać i do wszystkiego trzeba podchodzić pozytywnie, do każdej choroby. Dobre nastawienie bardzo duże daje. Pisał pan na swoim profilu społecznościowym o dużym wsparciu fanów, środowiska. Ono też pomaga? Szczerze mówiąc, gdy tylko ogłosiliśmy, że mam nowotwór, to mnie to wszystko bardzo denerwowało. Telefony, esemesy, całe to głaskanie po głowie. Ale - jak mówiłem - wtedy w ogóle miałem w sobie dużo złości na tę sytuację. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że przecież ci wszyscy ludzie chcą dla mnie dobrze. A dostawałem w ostatnim roku mnóstwo listów – ciepłych, serdecznych, czasem bardzo wzruszających. Szczególnie chyba wzruszające i ważne były dla mnie sygnały, że masa ludzi – zupełnie nieznanych mi, obcych - modliła się za mnie. Pisali mi o tym w listach, na Facebooku, w mailach. Msze organizował też mój brat, który jest księdzem. To mi dawało moc. Te wszystkie głosy sprawiały, że i moja wiara w to, że wszystko dobrze się skończy, była coraz większa. 

Przed nami Wielkanoc. To będą dla pana dobre święta? 

Chyba jedne z najlepszych. W pełni spokojne.


źródło: PAP

czwartek, 2 kwietnia 2015

Szeroki skład reprezentacji mężczyzn 2015

Hej wszystkim ;)
Jakże piękny dzień dzisiaj! Mamy kilka siatkarskich niespodzianek... Tak wiec zapraszamy do czytania, wiec pewnie się spodziewacie o czym napisała!

Nowym trenerem reprezentacji Polski kobiet został były trener PGE Skry Bełchatów - Jacek Nawrocki. Gratulacje i życzę wiele sukcesów i cierpliwości, bo my kobiety potrafimy człowieka doprowadzić do ostateczności ;)

Kochani jednak hitem dzisiejszego dnia należy zdecydowanie ogłosić podanie przez trenera Antige szerokiej kadry reprezentacji mężczyzn 2015.

Mamy wiele powrotow , ale także sporo nowych twarzy. Mimo radości z powodu zbliżającego się sezonu reprezentacyjnego, jest także kilka powodów do smutku. A dokładnie 4 - Mariusz Wlazly, Michał Winiarski, Krzysztof Ignaczak i Paweł Zagumny. Niestety co znakomici polscy zawodnicy już pożegnali się z kadra. Tak wiec Stephane musi szukać zawodników, którzy będą w stanie dorównać wielkim nieobecnym i wypełnia luki w kadrze.

Znaczne od wielkich powrotów. Ja sami mogliscie zauważyć, powołanie dostał Grzegorz Bociek, który od jesieni zeszłego roku zmagał się z rakiem układu limfatycznego. Jak informuje na profilu na facebooku, tomografia nie wykazała zastrzeżeń i moze rozpocząć przygotowania do sezonu reprezentacyjnego.

Kolejne powroty zaliczają: Grzegorz Łomacz, Kuba Jarosz, Wojciech Grzyb, Grzegorz Kosok, Bartek Kurek czy Piotr Gacek. Zawodnicy Ci mieli przerwę w występach w reprezentacji, jedni dłuższa drudzy krótsza. Mnie obecność Grzegorza Łomacz a, Kuby Jarosza czy Bartka Kurka bardo cieszy. Z poprzednich lat gdzie występowali w barwach reprezentacji Polski mieli swoje wspaniale i istotne dla zespołu mecze.

Wielu młodych zawodników w karze mnie nie martwi, lec bardzo cieszy. Wprowadzenie 'świeżej krwi' do kadry to znakomity pomysł i zawsze go popieralam. W końcu młodzież to przyszłość! A wciąganie ich w zespół złożony z doświadczonych zawodników to wspaniały przepis na sukces! W poprzednich sezonach się to sprawdziło w przypadku np. Mateusza Miki czy Bartosza Kurka. Odkrywanie perełek niesamowicie pomaga w kontynuacji sukcesów Polskiej reprezentacji. Kto w tym sezonie zostanie perelka?!


Źródła: pzps.pl facebook.pl/grzegorzBociek